Renesansowa Florencja

To miasto jest przepiękne. Dla wszystkich miłośników Renesansu, stanowi niedościgniony wzór i inspirację. Zobaczyliśmy dzisiaj wszystko, co warte jest uwagi w centrum Florencji. Mieszkam w hotelu położonym na Via Tornabuoni, skąd wszędzie jest bardzo blisko.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Piazza Repubblica, potem spacerowaliśmy głównymi ulicami handlowymi Florencji, gdzie swoje butiki mają najważniejsi projektanci mody z całego świata. Wszyscy mieliśmy w uszach słuchawki, w których słychać było głos naszej przewodniczki. Jest to wspaniałe rozwiązanie dla turystów. Oprócz komfortowego zwiedzania, urządzenie pomaga odnaleźć osoby, które błądzą i odłączają się od grupy.

W okolicach południa widzieliśmy katedrę oraz podziwialiśmy Ratusz i wspaniałe rzeźby Michała Anioła na Piazza della Signoria. Zwiedzanie zakończyliśmy na Ponte Vechcio – Moście Złotników, który jest jedynym mostem, który przetrwał we Florencji od średniowiecza.

Florencje należy odwiedzić obowiązkowo. Jest drugim, pod względem popularności turystycznej, miastem Włoch. Budynki, muzea oraz klimat miasta są niepowtarzalne i świadczą o ogromnej potędze kulturalnej i ekonomicznej stolicy Toskanii.

Po zwiedzaniu mieliśmy pół niedzieli wolnej. Dzień zakończyliśmy kolacją w bardzo fajnej knajpce, na jednej z bocznych uliczek Florencji. Jutro i pojutrze ciężka praca na workshopie Buy Tuscany.

Lucca, Pistoia i Florencja

Sobotę rozpoczynamy zwiedzaniem miejscowości Lucca. Droga wiedzie górami, do złudzenia przypominającymi chorwackie. Widok z drogi na Pizę jest piękny.

Słońce świeci od samego rana. Pogoda jest idealna na zwiedzanie. Jest nas wszystkich 21 osób. Wszyscy super zdyscyplinowani, nikt się nie spóźnia. Czuć, że są tutaj touroperatorzy, którzy doskonale rozumieją turystykę.

W Toskanii wszystkie trawniki mają soczysty, zielony kolor. Jest mnóstwo drzew. Krajobraz pofałdowanej, zielonej krainy jest czarujący. Widać, że jest to zamożny region. Domy są duże, obowiązkowo z zielonymi okiennicami i ceglaną dachówką. Przy każdym wypielęgnowany ogród, wszystkie rośliny starannie przycięte, w doniczkach kwiaty. Pomimo, że jest jesień, natura w Toskanii nadal sprawia frajdę, gdy się na nią patrzy. Ciężko jest znaleźć bardziej zielony region we Włoszech.

Centrum Lucci otoczone jest murami o długości 4 km. Służyły one w przeszłości do obrony miasta. Ze względu na swoją strategiczną pozycję w regionie, miasto było obiektem zainteresowania wszystkich. Lucca była największym producentem jedwabiu, który zapewniał miastu bogactwo, a ludziom tu żyjącym pełną niezależność ekonomiczną.

Najsłynniejszym mieszkańcem miasta był Giaccomo Puccini. Na jednym z placów, tuż przy jego domu, w którym znajduje się muzeum, stoi pomnik wybitnego twórcy najważniejszych oper. Puccini był barwną postacią. Widać, że mieszkańcy doskonale znają wiele szczegółów z jego życia. Z chęcią opowiadają historie, jak wymykał się nocami z domu na miłosne podboje, kiedy jego żona w spokoju spała, słysząc grający fortepian. Przy klawiszach zastępował go w tym czasie kolega. Puccini zmarł na raka, którego pielęgnował paląc 70 papierosów dziennie.

Stojąc przed katedrą w Lucce, warto zwrócić uwagę na jej fasadę, gdzie umieszczone zostały głowy słynnych Włochów: Dante Alighieriego i Garibaldiego. Większość przewodników robi quiz na ten temat, można zabłysnąć wiedzą:) Miasto zwiedza się wyjątkowo przyjemnie. Gdziekolwiek się nie pójdzie, natrafia się na mury. Ciężko się wobec tego zgubić. Z pewnością wszyscy wyjadą z Lucci zadowoleni. Nie ma możliwości, żeby ta miejscowość nie pozostawiła pięknych wspomnień.

Po lunchu, który mocno zintegrował międzynarodową grupę, pojechaliśmy do Pistoi. Podróż autostradą trwała około 30 minut. Tuż przy zjeździe z autostrady widać kilka szkółek, hodujących iglaki i rożne gatunki drzew. Wjazd do Pistoi przypomina trochę krajobraz górski Turynu, a miasto… jest zminiaturyzowaną mieszanką Florencji i Sieny. Moim zdaniem szkoda czasu, żeby tu przyjeżdżać, bo nie ma nic wyjątkowego, czego nie można znaleźć w innych toskańskich miejscowościach.

Na koniec dnia jedziemy do Florencji, wyjątkowo dzisiaj zatłoczonej z powodu meczu Fiorentiny z Milanem. Droga do hotelu była na tyle szczęśliwa, że przejechaliśmy obok 2 hoteli, przed którymi były zaparkowane autokary, najpierw Fiorentiny i potem AC Milan. Oczywiście dookoła mnóstwo było fotoreporterów i gapiów robiących zdjęcia słynnym piłkarzom.

We Florencji zostajemy do środy.

Kolejną podróż czas zacząć

Samolot z Poznania wystartował o 18.45. Przesiadka w Monachium i do Pizy dotarłem o 23.30. Z lotniska szybki transfer do hotelu i grzecznie do łóżeczka.
Śniadanie było tylko ok. Niby wszystko jest na stole, jednak czuć włoski brak dbałości o ten posiłek. Kawa jednak wynagradza wszystko:) Od rana pięknie świeci słońce. Hotel okazał się być przepięknym miejscem, położonym u podstawy góry. Krajobraz małego toskańskiego miasteczka przypomina mi trochę chorwacki, brakuje tylko morza. Hotel Bagni do Piza jest zabytkowym, zbudowanym z jasnego kamienia budynkiem. Jego front rodzi podobieństwa ze starym dworcem. Na szczycie zegar, duże, szerokie okna. pokoje ogromne, świetnie wyposażone. Po 2 tygodniach klitkowatych hoteli w Chinach, tutaj wreszcie mogę rozciągnąć ramiona:)

Piza jest czarująca… Krzywa wieża na Polu Cudów to oczywiście największa atrakcja tego miasta, trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że Piza ma znacznie więcej do zaoferowania…

Spotkaliśmy się z naszą przewodniczką tuż przed wejściem na Pole Cudów. Włoszka, ubrana w biały płaszcz z perłami na ręku i sztucznymi zębami na froncie, opowiadała bardzo ciekawie. Miała manierę sztucznego uśmiechania się do słuchaczy:), niby się śmieje ale już za sekundę ma poważny wyraz twarzy. Oczywiście nie zapomniała nam przypomnieć, że jesteśmy w Pizie i lepiej byśmy nic nie wspominali o Florencji, bo oba miasta wybitnie się nie lubią:) Brak sympatii bierze się z historii, kiedy do po latach świetności i panowania Pizy w regionie, Florencja odebrała im niezależność i stała się stolicą i „władcą” Toskanii.

Nasza grupa jest wybitnie międzynarodowa. Za towarzyszy podróży mam przedstawicieli: Chin, Brazylii, USA, Czech, Słowacji, Indii, Włoch, Francji, Hiszpanii, Kanady i kilku innych państw, których reprezentantów jeszcze nie poznałem. W godzinach południowych pokazano nam nowy projekt Pizy… szlak Galileusza… niestety przedstawiony przez uniwersyteckiego wykładowcę:( Uczciwie przyznam, że nuda potworna. Naukowiec opowiadał w taki sposób, że już po 5 minutach wszyscy zaczęli rozglądać się po okolicy, a po 10 minutach połowa słuchaczy czmychnęła w boczne uliczki. Ja nałożyłem słuchawki i zapoznałem się z twórczością „30 seconds to Mars”:)

Po wyczerpującym spacerze szlakiem Galileusza, wyczerpującym wyłącznie dzięki prowadzącemu wycieczkę, udaliśmy się na zasłużony lunch. Restauracja wystrojem nie rzucała na kolana, jedzenie jednak było wyśmienite. Na pierwsze danie pasta z mięsem. Na drugie gulasz z dzika, polenta i dobre, czerwone wino. Lunch skończyliśmy około 15.00 i rozpoczęliśmy drugą część zwiedzania miasta. Na początek był najstarszy we Włoszech hotel – Royal Victoria. Wnętrza przepiękne, pokoje strasznie stare:) Ciekawostką było, że w czasie naszego zwiedzania kręcone były tutaj sceny do telewizyjnej wersji Traviaty Verdiego. Chińczycy oniemieli, jak usłyszeli jak wspaniały śpiew niósł się po piętrach.

Na zakończenie zwiedzania odwiedziliśmy Muzeum di San Matteo. Bardzo bogate zbiory rzeźby i malarstwa mogą zrobić wrażenie. Muzeum przez lata, dzięki ustępującej pani manager, było miejscem przeznaczonym wyłącznie dla wybrańców. Teraz zwiedzać je może zwykły śmiertelnik.  W trakcie zwiedzania, przewodnik muzealny kilkakrotnie, omawiając eksponaty, przypomniał nam o antagonizmach między Florencją a Pizą. Zabawne to było bardzo, bo nasza tour liderka jest z Florencji:)

Teraz idę na kolację. Do usłyszenia jutro… z Lucci i Florencji